ETF-y. Tak czy nie?

Autor: Krzysztof Marczak

 

Minione ponad 30 lat dobitnie pokazało, że ani polska giełda nie jest w stanie konkurować z czołowym parkietami świata, ani fundusze na niej oparte nie mogą uplasować się nawet w kategorii średniej, o czołówce nie wspominając. Kiedy rynek kryptowalut pokazał swoje dno, w Polsce zaczęła powstawać nowa moda. Moda na ETF-y.

Czym jest ETF? W dużym skrócie jest to rodzaj funduszu, który ma osiągać wartości zbliżone do walorów, z jakich się składa. Większość znanych powszechnie ETF-ów oparta jest na akcjach Wall Street i NASDAQ, ale jak to bywa w przypadku nowych produktów finansowych kreatywność marketingowa jest i tutaj szeroka, dlatego obecna oferta ETF-ów sięga dużo dalej i wciąż rośnie.

Dlaczego ETF?

Znany powszechnie, indeks DOW Jones Industrial rośnie od ponad 120 lat, co czyni go jednym z najbardziej efektywnych instrumentów do pomnażania kapitału na świecie, pozostawiając daleko w tyle nawet takie lokaty jak złoto, które w tym samym czasie wzrosło o ponad 2 tysiące procent, podczas gdy DOW „urósł” o ponad 80 tysięcy procent. Kłopot tylko w tym, że indeksu giełdowego nie da się kupić, a przeważająca większość inwestorów giełdowych nie jest w stanie kupować akcji, z których się składa, nie mówiąc już o konieczności uaktualniania portfela. Jest to trudne nawet dla poczciwego DOW, opartego jedynie na cenach 30 akcji, ale bardziej od niego nowoczesny indeks i najczęściej obecnie stosowany S&P 500 obejmuje swym zasięgiem wartość, aż 500 walorów, co czyni go dla przeciętnego inwestora niedostępnym. I stąd wziął się Exchange Traded Fund, czyli ETF. Taki fundusz kupuje akcje zgodnie z wyliczeniami indeksu i przenosi ich wartość na jednostki, które sam emituje. Z tego tytułu pobiera prowizje. Proste i sensowne.

Ile to zarabia?

Zatem wystarczy zakupić jednostki ETF-u i już można spokojnie spać? I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany. Wbrew temu, co się ostatnio w polskich mediach widzi i słyszy, inwestowanie na światowych giełdach nie jest i nigdy nie było ani proste, ani łatwe. Nawet jeden z najbardziej popularnych ETF-ów nazywany potocznie „Spider” z powodu swojego symbolu SPY doświadcza przejściowych spadków od 30% do 50% (rok 2008), a jest to produkt oparty na indeksie S&P500, który w tej rodzinie nie należy do najbardziej ryzykownych. W przypadku ETF-u opartego na indeksie NASDAQ zwanego „Cubes” o symbolu QQQ zmiany wartości potrafią być dużo bardziej dramatyczne i o wiele częstsze, nie wspominając już o wielu innych, opartych na dużo bardziej ryzykownych walorach. Dlatego, podobnie jak w przypadku jakichkolwiek innych instrumentów, walut i produktów nie jest to inwestycja dla każdego.

Dodatkowe ryzyko dla polskiego inwestora leży w doborze serwisu. Żaden z polskich domów maklerskich nie ma obecnie licencji na prowadzenie działalności na rynku amerykańskim, zatem jeżeli będziesz korzystać z obsługi w języku polskim, to najprawdopodobniej będzie to firma pośrednicząca. Ta z kolei może nie podlegać w pełni przepisom prawa amerykańskiego, o czym zazwyczaj inwestorzy dowiadują się, kiedy już jest za późno.

Kupować czy nie?

Jak widać powyżej, pomimo wielu zalet ETF nie jest idealną receptą na zysk i dobre samopoczucie. Kluczem do niego jest wciąż ta sama reguła, która odnosi się do wszystkich inwestycji. Brzmi ona – nigdy nie inwestuj w produkt, którego nie znasz i nie rozumiesz jego ryzyka. Tylko tyle i aż tyle. Jeżeli kupujesz „Spider” to musi być przygotowany na spadki, jakich doświadcza indeks S$P500 a twoja perspektywa musi być długoterminowa. Jeżeli nie rozumiesz jak jest zbudowany jakikolwiek ETF to nie wkładaj ani grosza do czasu, dopóki nie zrozumiesz jego ryzyka bez względu na pochwalne artykuły w sieci i mediach, które zazwyczaj pochodzą od ludzi nie mających żadnej praktyki na rynku amerykańskim i często zachwalają towar, o którym sami wiedzą niewiele. Stąd biorą się tak absurdalne pomysły, jak na przykład kupowanie ETF-u z powodu… niskich prowizji. Wall Street to nie „Biedronka”. Niskie prowizje powinny wzmocnić czujność, a nie odwrotnie. Taka praktyka nie różni się wiele od kupowania kryptowaluty bo… jest tańsza niż przed rokiem. Teraz jest tańsza, a za rok może być jeszcze tańsza itd. Nic to nie znaczy.

Goodwin a ETF

Po tym przeglądzie rynku czas na podsumowanie. Zatem ETF – tak czy nie? Produkt może to i nowy, ale zasady są stare i wciąż te same. Jeśli chcesz samodzielnie inwestować w ETF-y to kupuj proste jednostki o znanej budowie i ryzyku jak np. SPY i to systematycznie, bez angażowania się w prognozy rynkowe, bez względu na to czy własne, czy te publikowane w krajowych lub światowych mediach. Rynek informacji finansowych jest powiązany z giełdami, ale są to dwa różne sektory. Media finansowe nie odpowiadają za żadne wyniki i nie są od tego, by zajmować się twoimi aktywami. Są od tego, żeby sprzedać Ci informację, którą jesteś skłonny kupić. To zarządzający aktywami odpowiadają za wzrost twojego kapitału, a nie media.

Dlatego, jeżeli chcesz koniecznie spróbować swoich sił na rynku ETF-ów użyj niedużej części swojego kapitału, którego straty jesteś w stanie przyjąć bez emocji. Ale do osiągnięcia konkretnych wyników w dłuższym okresie czasu korzystaj z doświadczenia profesjonalnych zarządzających, którzy wiedzą co robić w trudnych momentach. Media wtedy Ci nie pomogą, bo nie na tym polega ich zadanie. Dlatego pierwsza ważna lekcja każdego samodzielnego inwestora zawsze pochodzi z doświadczenia, kiedy zrozumie, że tak naprawdę na rynku pozostał sam.

Zostaw komentarz