Autor: Krzysztof Marczak
Materiał pochodzi z będącej w przygotowaniu książki „Polak na Wall Street”.
Ryzyko to jedno z pojęć, które jest zrozumiałe dla wszystkich, ale jednocześnie nie ma jednej, precyzyjnej definicji i stąd też jego pojmowanie bywa różne. Jeżeli uznamy, że przez ryzyko rozumiemy możłiwość powstania szeroko rozumianej szkody lub zdarzenia mogącego zakłócić, lub uniemożliwić naszą aktywność na danym polu, to większość naszych rozważań powinna mieścić się w tej definicji.
Oprócz wyżej wymienionych możemy zetknąć się z wieloma innymi definicjami, ale z inwestycyjnego punktu widzenia najważniejsze dla nas jest ryzyko finansowe. Wbrew pozorom nie chodzi tu jedynie o ryzyko straty wartości naszego kapitału, ale o całe spektrum nieprzychylnych zjawisk, które mogą wpłynąć na nasz stan posiadania.
Jeżeli Twoim celem jest budowanie kapitału w oparciu o Wall Street to większość Twojego zaangażowania będzie się opierać na inwestowaniu pasywnym w produkty indeksowe, i w takim przypadku zupełnie wystarczy, jeżeli zrozumiesz psychologię ryzyka, wytłumaczoną w uproszczony sposób w tym rozdziale. Jeżeli natomiast połkniesz „bakcyla tradingu” to podział ryzyka finansowego na rynkowe, kredytowe, płynności i operacyjne wraz z modelem VAR (Value at Risk) będzie dla Ciebie niezbędnym minimum do opanowania. Jednak i w jednym i w drugim przypadku musisz przyswoić sobie podstawy rozumienia ryzyka. Celowo podkreślam tutaj „musisz sobie przyswoić”, bo wbrew ogólnemu przekonaniu, nikt się z tym ani nie rodzi, ani też nie przyswaja sobie tej wiedzy samoistnie. Dlatego poniżej podejmiemy próbę prześwietlenia kilku półprawd i mitów dotyczących ryzyka.
Ryzyko to część naszego życia
Jest z nami wszędzie, od urodzin aż do śmierci. Poszukiwanie bezpieczeństwa to nasz ewolucyjny mechanizm przetrwania, ale nie zmienia to faktu, że uniknąć się go nie da. Nawet schronienie w nuklearnym bunkrze niesie ze sobą ryzyko. Z tego też powodu musimy zaakceptować fundamentalną prawdę, że ryzyko to część natury. A skoro tak, to musimy nauczyć się z nim żyć.
Ocena ryzyka nie jest naszą naturalną umiejętnością
Często wręcz bywa odwrotnie. Nasze mózgi wykształcone w czasie całych epok ewolucji mają w sobie mnóstwo mechanizmów sprawdzających się w dżungli lub na pustyni, ale są one często bezradne w czasie kryzysu gospodarczego albo załamania rynku na Wall Street. Trudno się dziwić. W porównaniu z cała historią homo sapiens nasza cywilizacja pod względem długości trwania to jedynie epizod. Dlatego nasze naturalne instynkty oceny ryzyka są często błędne.
Przykładów, aż za wiele. Tysiące lat temu, kiedy złapaliśmy w jednym miejscu więcej ryb lub upolowaliśmy więcej zwierzyny, wracaliśmy w to samo miejsce. Dlatego też, kiedy padnie główna wygrana na loterii, to tłumnie podążamy do tego samego kiosku, gdzie kupiono wygrany los, podczas gdy, to jest ostatnie miejsce, gdzie możemy coś wygrać. Podobnie, kiedy dawniej w pewnym miejscu było wiele niebezpiecznych zwierząt, zmienialiśmy trasę wędrówki. Dziś, kiedy kupujemy pakiet akcji i zaraz potem kurs zniżkuje to wielu z nas pozbywa się tego „balastu” i czuje się zawiedzionych, podczas gdy właśnie wtedy jest najlepsza okazja do ich kupna.
Czyli – skoro naturalnie nie jesteśmy obdarzeni umiejętnością szacowania ryzyka, to musimy tej sztuki się nauczyć. I tak jak w przypadku każdej innej edukacji musi to być proces przyswajania i praktykowania tej wiedzy.
Wszelkie próby ominięcia tego procesu będą prowadzić zawsze albo do większej lub mniejszej ignorancji w tej dziedzinie, albo w najlepszym wypadku do wolnego procesu samo edukacji.
„Chłopski rozum” to pozostałość po dawnych czasach
A ściślej po czasach, kiedy edukacja nie obejmowała jeszcze podstaw statystyki. Ocena na „chłopski rozum” jest często błędna, bo wiąże się z tendencją do uśredniania obserwowanych przez nas zjawisk. Takie podejście jest sprzeczne z rozkładem prawdopodobieństwa i w obliczu twardych danych statystycznych jest nie do obrony.
„Mądrość ludowa” zrodziła się z wieloletnich obserwacji i zbudowana została na podstawie ewolucyjnych mechanizmów psychologicznych homo sapiens, które miały służyć przetrwaniu w surowych warunkach.
Cywilizacja zmieniła ten obraz w bardzo dużym stopniu i niesie ze sobą inne wyzwania, również ekonomiczne i finansowe. Te zaś nie są możliwe do poznania za pomocą mechanizmów, które były przez długi czas przydatne w dżungli lub na stepie, podobnie jak bez rozwoju nauki i mikroskopów nigdy nie poznalibyśmy świata drobnoustrojów i nasza medycyna byłaby wciąż na etapie czarowników i szamanów.
Wiadomym jest, że przywiązanie do tradycji to mechanizm, którego nie należy ignorować. Dlatego naszym zadaniem jest edukować przyszłe pokolenia i uczyć je szerszego rozumienia praw statystyki. W „mądrości ludowej” jest wiele dobrej wiedzy, zdobytej przez wieloletnie obserwacje, jak również wiele błędnych przekonań, powstałych na bazie słusznych obserwacji, ale z braku odpowiednich metod naukowych zostały one wyjaśnione błędnie. Oddajmy szacunek ludziom, którzy je zdobywali i gromadzili, ale jednocześnie uczmy rozumienia, że naszym stopniu rozwoju cywilizacyjnego musimy umieć więcej i lepiej.
