Autor: Krzysztof Marczak
Kiedy to piszę, indeks S&P500 wrócił niemal z powrotem do poziomu, na którym był, zanim pojawił się na horyzoncie DeepSeek, po czym nastąpiła wyprzedaż. Trudno przewidzieć, czy korekta już jest zakończona, ale dla inwestora i tradera ważne jest, żeby zrozumieć, jaki stan rynku pokazała. Pomimo całej inwazji wszelkich postów i wiadomości, trudno w tym wszystkim znaleźć choćby jedną o jakiejś wartości merytorycznej.
Powtarzamy często, że nasze środowisko praktycznie nie ma doświadczenia na globalnym rynku. W czasie korekt, spadków i wszelkiej podwyższonej aktywności rynku staje się jeszcze bardziej widoczne. I tym razem mamy do czynienia z całym koncertem nieporozumień. Dlatego wyjaśniamy ponownie:
- Trend to zjawisko z dziedziny psychologii masowej. Nie da się go odwrócić przy pomocy jednego wydarzenia.
- Głęboki spadek w czasie jednej sesji nie oznacza paniki. Jak mawiał Ed Seykota: „rynek wdycha i wydycha”.
- Sam jednosesyjny (jednodniowy) spadek jest bardziej sygnałem, niż zjawiskiem godnym analizy. Dopiero reakcja na spadki, zwłaszcza na następujące potem,daje wyobrażenie o sile rynku.
- Akcje są zawsze przewartościowane. To, że PE Ratio utrzymuje się w pewnym kanale wartości przez jakiś czas, nie oznacza, że tak cały czas będzie. Oczekiwanie na tej podstawie takich czy innych zachowań rynku to zabawa dla amatorów, a nie analiza. Giełda to nie apteka.
- Korekty rynku rzadko są krótkotrwałe. Najczęściej mamy do czynienia z serią spadków i reakcji na nie.
Krach i inne
Te emocjonalne reakcje po naszej stronie nie biorą się z powietrza. Są dobrze znanym efektem lęku nowicjusza przed giełdą. Aby utrzymać się na rynku, trzeba nabrać odporności na spadki i korekty, bo inaczej się nie da. Ale żeby tę odporność zdobyć, trzeda być na rynku zaangażowanym. Inaczej można zajmować się giełdą długie lata i wciąż być bezradnym wobec jej zachowań.
Model jak religia
To nieprawdopodobne, ale wielu naszych analityków tak naprawdę nie wie, do czego służą modele i narzędzia statystyczne. Prowadzi to do nieporozumień, w których analityk „wierzy” w model i jest przekonany, że właśnie ten, a nie inny musi być słuszny.
Prawda jest taka, że nie istnieje żaden „idealny” model, oscylator czy wskaźnik (zdarza się u nas, że „zawodowcy” nie wiedzą, czym się to różni), wszystkie mają swoje (zmienne!) zakresy trafności i wszystkie bywają czasem po prostu bezużyteczne.
„Wiara” w to, że ponownie staną się efektywne, jest taka sama jak „wiara” w sam model.
Mit edukacji
Od czasu pierwszego masowego spotkania Polaków z globalnym rynkiem kapitałowym mija już 30 lat. Od początku powtarzany jest slogan, że edukacja jest lekarstwem na niewielkie albo żadne zaangażowanie społeczeństwa w budowanie inwestycyjnego kapitału. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć że efekty tej edukacji są żadne albo conajmniej mizerne.
Kapitalizacja GPW wynosi obecnie ponad 1,5 biliona złotych, a media niedawno podały, że liczba rachunków inwestycyjnych wzrosła do 2 milionów. Kapitalizacja amerykańskiego rynku akcji to ponad 60 bilionów dolarów, czyli niemal 200 razy więcej.
Biorąc pod uwagę różnicę populacji to wciąż prawie 200% więcej per capita. Nie koniec na tym. Ponad 60% Amerykanów ma znaczący udział w rynku kapitałowym wobec ok. 5,5% Polaków. Jeżeli ta różnica nie wydaje się być dramatyczna, to wystarczy spojrzeć na poziom tych aktywów i dystans będzie jeszcze bardziej widoczny. Jeżeli przyjrzeć się liczbom, to okazuje się, że te różnice stale się powiększają, chociaż młode rynki zazwyczaj mają większe szanse wzrostu, niż te tradycyjne. Czyli – nie ma żadnego dowodu, że prowadzona akcja edukacyjna w Polsce przynosi jakiekolwiek efekty.
Polski Wall Street a Wall Street
Atmosfera wiary w modeli, które się nie sprawdzają wraz nieprofesjonalnymi fobiami, które dają o sobie znać przy każdym większym lub mniejszym zawirowaniu na rynku to klimat inwestycyjny, który prowadzi donikąd. Dodawanie sobie powagi przez imputowanie tytułów nieznanych w globalnym świecie inwestycji („ekspert rynku kapitałowego”) to wyraz bezradności wobec własnego warsztatu, który od lat stoi w tym samym miejscu. Taki klimat bardziej odstrasza, niż zachęca. Trudno zatem się dziwić, że Polski Wall Street od lat stoi w miejscu, dorabiając do tej sytuacji coraz to nowe opisy i wykresy, z których potem nic nie wynika. Dlatego warto tutaj przypomnieć jedną z podstawowych zasad świata inwestycji – „jeżeli nie nauczyłeś się rozumieć rynku, aby pracował dla Ciebie to jesteś pasjonatem, a nie inwestorem, bez względu na to, ile opinii nie wygłosiłeś, ile tekstów nie opublikowałeś i ile modeli nie opublikowałeś”. I może właśnie od tego należałoby zacząć –od banalnie prostej uczciwości wobec samych siebie.
