Opowieści kapitałowe. Emerytury i plany emerytalne.

Autor: Krzysztof Marczak

 

Wiele w Polsce się zmieniło przez ostatnie dekady, ale wiele też się nie zmieniło, a jeśli tak, to zbyt mało. Są dziedziny i sektory, w których jest się czym pochwalić i takie, o których lepiej nie wspominać. Dziś o jednym z nich – polski rynek kapitałowy, a plany emerytalne. Zebrane ponad 20 mld zł w PPK zaczyna być odtrąbiane jako „sukces” podczas tak naprawdę nie mamy nawet pewności, czy podążamy w dobrym kierunku, czy tylko nam się wydaje.

 

Zaczynając od podstaw

Jako jeden z krajów, nie nadających ton standardom rozwoju cywilizacyjnego musimy korzystać z innych wzorców i kopiować je na własne potrzeby. Nie ma w tym nic uwłaczającego naszej godności narodowej, jak długo wiemy, co kopiujemy i dlaczego. Wydaje się to być proste do zrozumienia, ale w naszej rzeczywistości rzadko, cokolwiek jest proste. A skoro proste nie jest, to często poważnych wad nie widać. I tak można by w skrócie podsumować plany PPK.

Od lat powtarzamy, że manipulowanie prawami własności indywidualnej nigdy nie przyniosło dobrych efektów i nigdy nie przyniesie. Wszelkie nasze plany, rozwiązania, projekty i inne formy oszczędzania kapitału nazywane w przeróżny sposób nie zmieniają ich najważniejszej części – prawa własności.

Czy to OFE, czy PPK zawsze powtarzana jest ta sama błędna struktura – wy obywatele oszczędzajcie, a my, wasz Rząd będziemy się tym kapitałem opiekować. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, jaka jest różnica pomiędzy planem, który nasz Rząd ma w swojej opiece i kontem emerytalnym, którym to my sami się opiekujemy. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla emeryta, inwestora emerytalnego lub każdego, kto chce aktywnie oszczędzać jest własne konto, do którego zawsze ma dostęp. Najlepsze co może Rząd dla niego zrobić to zaoferować mu ulgę podatkową do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego. W ten sposób wygrywają wszyscy – kraj ma więcej zamożnych emerytów i rząd nie musi im pomagać. Emeryt jest niezależny od łaski i niełaski administracyjnej, jest liczącym się klientem na rynku, ma swoją dumę i nie musi śledzić niewolniczo nowinek w mediach, dotyczących podwyżek świadczeń. Rodziny emerytów również są zadowolone, bo ewentualny ciężar opieki jest w większej lub mniejszej części przeniesiony na nich samych.

 

Plan emerytalny czy kapitałowy?

Docelowo mówimy o planie emerytalnym, bo budowa kapitału dla większości z nas wymaga czasu, ale tak naprawdę mówimy tutaj o planie kapitałowym. Nie jest planem kapitałowym PPK, nie jest nim również żadne ze świadczeń ZUS-u, bo ich struktura i status są w samej zasadzie sprzeczne z długofalowym oszczędzaniem i inwestowaniem. Jakiekolwiek „zapisy” i operacje księgowe pomiędzy różnymi filarami administracyjnymi i PPK wyraźnie to podkreślają.

Plan kapitałowy to taki, w którym kapitał zawsze jest dostępny w formie gotówkowej lub inwestycyjnej. Różnica pomiędzy „planami” rządowymi a planem kapitałowym jest podobna, jak pomiędzy gotówką i kartą kredytową, oparta na więzi psychologicznej. Dlatego własny plan kapitałowy zawsze będzie miał przewagę nad tym „papierowym”, choćby najlepszym.

Oprócz budowania świadomości inwestora oraz odpowiedzialności za swoją przyszłość jednocześnie daje poczucie posiadania rozwojowego kapitału. W najlepszych tego typu programach na świecie może też służyć jako „poduszka” finansowa. Praktyka pokazuje, że taka „poduszka” lepiej się sprawdza niż tradycyjna. Pełna lub częściowa likwidacja takiego rachunku powoduje naliczenie zaległych podatków, i to jest hamulec, który działa na wyobraźnię dużo lepiej, niż najlepsze zapewnienia administracyjne.

 

Wzrost

I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany. Amerykańskie plany kapitałowe mają Wall Street i cały, najbardziej zróżnicowany na świecie rynek, kapitałowy. Jaki mają wybór polskie plany? Praktycznie żadnego. Jakakolwiek kilkumiesięczna „hossa” na GPW wywołuje pseudo fachowe prognozy i wzrost krytyki giełdy nowojorskiej. Tylko że te pseudo prognozy idą w zapomnienie, a Wall Street rośnie dalej i czym dłużej, tym bardziej bezlitośnie bije GPW na wszelkie możliwe sposoby. Celowo piszę tutaj „hossa” w cudzysłowie, gdyż nie jest to żaden rynek wzrostowy tylko kolejny rozdział obijania się głównych indeksów warszawskiego parkietu o te same wartości od ponad 20 lat. A brak długofalowego wzrostu zawsze dla planów emerytalnych będzie zniechęcający. Co gorsza, – nie ma żadnych szans na poprawę tej sytuacji, bo błędy popełniono dawno temu i mało kto potrafi zrozumieć, na czym one polegały.

Reasumując – w Polsce nie istnieje żadna struktura rynku kapitałowego która może służyć wzrostowi portfela emerytalnego. W USA sprawa jest prosta. Indeks S&P500 jest najczęściej używanym indeksem wzorcowym (benchmark) i każdy fundusz, czy strategię łatwo porównać pod każdym względem wobec indeksu.

Na polskim rynku kapitałowym nie istnieje ani jeden taki odnośnik, bo sam rynek kapitałowy kuleje już od dawna. Zamieszczony wykres pokazuje ile polski inwestor traci w porównaniu z inwestorem amerykańskim. Jeżeli dodać do tego wiecznie niejasny status prawny polskich planów emerytalnych to łatwo zrozumieć, dlaczego polski inwestor, a także emeryt w przyszłości jest na straconej pozycji już na samym starcie.

 

Jedyny okres, w którym WIG20 był porównywalny do S&P500 był okresem konsolidacji przed następną hossą na Wall Street.
Źródło: stooq.pl

 

Standardy, których brakuje

Jak dowiedziono wyżej, najlepsze, co może zrobić rząd dla przyszłych emerytów to powstrzymać się od opodatkowania planów emerytalnych. Kapitał w takich strukturach buduje się powoli i każde, choćby najmniejsze obciążenie potrafi w długiej perspektywie poczynić poważne szkody. Drugie z kolei, co może rząd zrobić, to zapewnić odpowiednie standardy regulacyjne, aby taki kapitał nie był narażony na ataki przeróżnych „kreatywnych” finansistów czy bankierów. W kraju, gdzie nawet czołowe figury bankowości nie rozumieją szkodliwości mieszania różnych klas ryzyka, jest to jeden z najważniejszych wymogów dla zbudowania czegoś, czego w Polsce wciąż brakuje.

 

Kultura inwestowania

A to, czego wciąż brakuje, to kultury inwestowania, jak również oszczędzania. Traktowanie nowego rynku kapitałowego jak ziemi podbitej przez długie lata, nieważne czy świadomie, czy też z braku wiedzy, przyniosło oprócz krótkotrwałych zysków długofalowe szkody, przede wszystkim w świadomości społeczeństwa. Na gruncie, gdzie często słyszy się nieprawdziwe i mylące opinie, że „giełda to kasyno”, a inwestycje najczęściej kojarzą się z „przekrętem” ciężko jest w ogóle cokolwiek zbudować i żaden plan będący w objęciach rządu tego nie zmieni, pomimo nacisków administracyjnych. Żeby taką kulturę oszczędzania, gromadzenia i budowania kapitału zbudować, potrzeba zmienić najpierw sposób myślenia. Polska tradycja polityczna ma wciąż pozostałości z poprzednich epok, w tym irracjonalny lęk przed utratą władzy.

Wielokrotnie już zostało dowiedzione, że wolność gospodarcza wraz z nowoczesnymi standardami ochrony własności prywatnej przyśpiesza rozwój cywilizacyjny dla dobra ogółu. Zasłanianie się tutaj „europejskimi tradycjami” jest nieporozumieniem, bo Europa ma również wiele przestarzałych mechanizmów, które od dawna przegrywają z globalnym trendem kapitałowym.

Pora dorosnąć i zacząć traktować przyszłych emerytów, jak dorosłych. Najlepsze co można dla nich zrobić, to pozwolić im samym budować zabezpieczenie na przyszłość zamiast kazać im wierzyć w kolejne plany, fundusze czy inne struktury zarządzane administracyjnie, które od dekad prowadzą donikąd.

 

Dlaczego nie PPK?

Zatem w porównaniu z nowoczesnymi globalnymi planami kapitałowymi PPK przegrywa pod względem: własności, dostępu, wzrostu, budowania odpowiedzialności i dobrych nawyków, nie wspominając o kosztach społecznych. Jeżeli dodać do tego ograniczone zaufanie, do którego każdy kolejny rząd mniej lub bardziej się przykłada, to trudno się dziwić, że mało kto wierzy w ich przyszłość. Dość niepoważne są tłumaczenia, że OFE nie zostało przejęte, bo gdzieś tam je zaksięgowano. Dla doświadczonego analityka samo takie stwierdzenie traktowane jest sygnał alarmowy, bo nikt nigdy nie wie, czy kiedyś w przyszłości nie zostanie to jeszcze inaczej zaksięgowane albo czy w ogóle. I wtedy kolejna nazwa odejdzie w zapomnienie, tak jak się stało z dawnym hasłem „emerytur pod palmami”, którego promotorzy nie chcą już dziś pamiętać.

 

Zostaw komentarz