Wiosna na Wall Street

 

Autor: Krzysztof Marczak

 

Jakkolwiek tytuł ten może brzmieć nieco zaczepnie, to dla znawców giełdy i jej psychologii nie ma w tym nic dwuznacznego. Giełda to nie tylko liczby i wielkości statystyczne, ale również wielka psychologia masowa. Patrząc od tej strony wiosna to czas na mały remanent i odświeżenie pojęć i opinii.

 

Przegląd, czyli remanent

Jak mawia kolega po fachu, Jay Kappel z Sentimentrader – „ważniejsze jest rozpoznanie obecnego trendu niż 1000 prognoz o tym, co będzie później”. Łatwo powiedzieć, prawda? Właśnie dlatego, że zadanie nie jest łatwe w literaturze giełdowej zapisujemy te zdania, które w dłuższym okresie czasu okazują się przydatne.

I pomimo tych wszystkich technologicznych wynalazków wiele ze starych i sprawdzonych reguł ma się całkiem dobrze, pomimo upływu lat. Jedna z nich to teoria DOW.

Oczywiście, wszyscy ją znają, ale nie wszyscy rozumieją jej wartość praktyczną i psychologiczną. Twierdzenie, że trend będzie kontynuowany dopóki nie nastąpi zmiana jego kierunku brzmi zupełnie trywialnie. Ale przestaje być takim, jeżeli trzeba będzie użyć go w praktyce.

 

Nowe szczyty S&P

Oczywiście, nie tylko S&P, ale to obecnie najczęściej używany indeks na Wall Street. Nowe szczyty to jedne z najbardziej rozpoznawalnych znaków hossy. Dlaczego tak wyraźny sygnał jest wciąż trudny do zrozumienia?

Wyższe szczyty (HH) i wyższe dołki (HL) na indeksie S&P500 

Żródło: barchart.com

Przyczyna jest wciąż ta sama, o której mówimy od lat. Przytłaczająca większość naszych komentatorów giełdowych to teoretycy. Teoretyk ma to do siebie, że w teorii rozwija się, ale od strony praktycznej stoi w miejscu. Dlatego zawsze będzie poszukiwał ciekawych modeli i rozwiązań, ale nigdy nie będzie wiedział, które naprawdę są skuteczne.

Umysł tradera/inwestora i teoretyka-komentatora lub blogera to dwa różne światy, pod każdym względem – analitycznym, zawartości pamięci, a nawet neurologicznym.

Jest wiele opracowań na temat reakcji emocjonalnych mózgu i wszystkie one prowadzą do wniosku, że zdarzenia powiązane z emocjami nasze mózgi zapamiętują lepiej. Z tych powodów opinie tradera/menadżera/inwestora zmieniają się z czasem, gdyż podlegają ewolucji. Komentarze i opinie teoretyka wykazują często niewielkie zmiany nawet po wielu latach, można powiedzieć, że styl trochę się zmienia, ale nie sposób myślenia.

Dlatego podczas gdy na Wall Street panuje już wiosna w sensie i pogody i pogody dla inwestora, w kraju zima wciąż trwa, nawet niekoniecznie od strony klimatu, ale napewno od strony świeżego myślenia. W tej dziedzinie od wielu lat nic się tam nie dzieje.

 

Mit technologii

Przeżyliśmy już sporo mitów powiązanych z technologią. Szeroki dostęp do komputerów miał uczynić ludzkość mądrzejszą. Kiedy okazało się, że to nieprawda, nadzieja była w internecie. Co z tego wyszło widać gołym okiem. W Polsce obserwujemy bardzo bogaty rozkwit wszelkich mitologii, w tym mitologii internetowego oświecenia społeczeństwa na polu inwestycyjnym, jak również mitu naszego szturmu na Wall Street przy pomocy telefonicznych „apek”. Ponieważ sława „Robinhood” i podobnych zabawek tu, w USA już nieco przebrzmiała powoli zapoznajemy się z wynikami dostarczanymi przez te aplikacje. Wynika z nich, że ok. 90% „graczy” traci pieniądze na tej zabawie, nawet wtedy, gdy poczciwy DOW i S&P rosną całkiem przyzwoicie.

 

Fundamentalnie

Na rynku istnieje dość ciekawy mechanizm. Kiedy pojawiają się pierwsze, nowe szczyty wartości  indeksów po dłuższym okresie czasu, daje się obserwować lęk. Można wręcz powiedzieć – czym krótsze doświadczenie tym dłuższy lęk. Blogerzy wynajdują przerażające modele i zestawienia, których wynika, że krach z 1929 roku czai się tuż za rogiem, eksperci teoretycy nagle wykazują nadzwyczajną troskę o dług publiczny USA, walki budżetowe w Kongresie i w ogóle wszystko, czym można się dać przestraszyć. Ten mechanizm jest dość prosty do wytłumaczenia. Jak wspomniałem wyżej, praktyk inwestor lepiej zapamiętuje ważne momenty na rynku, bo jego aktywa powodują, że ma z rynkiem emocjonalną więź. Dla teoretyka jeden komentarz od drugiego wiele się nie różni, stąd podchwytuje najróżniejsze informacje, często rozpowszechniane przez jemu podobnych „ekspertów”, ale nie potrafi rozróżnić, która ma wyższą wartość od innej.

Przez swoje ponad 30 lat praktyki na Wall Street (oraz giełd commodities w Chicago) nie przypominam sobie ani jednego takiego momentu, w którym fundamenty trendu były prawidłowe, wszystko się zgadzało i wszyscy wiedzieli, że trzeba zająć pozycję. Wręcz odwrotnie – na początku trendu zawsze ilość „strasznych przepowiedni” jest wyższa, niż normalnie. I odwrotnie – kiedy (prawie) wszyscy nabierają przekonania, że czas kupować, to zazwyczaj jest to czas korekty rynku.

I to jest chyba cała tajemnica Wall Street. Łatwo powiedzieć, że nie należy iść z prądem, o wiele trudniej to zrobić.

Nie przypadkiem do nielicznej grupy menadżerów inwestycyjnych, którzy znani są z kontrariańskiego podejścia należy Warren Buffett. Wielu komentatorów powtarza wyświechtane slogany o reakcjach tłumu, nie wiedząc o tym, że sami je powielają.

 

Co dalej?

Czy to oznacza wprost  – „kupować”? Nie, to oznacza „nie zgadywać”, jak również „nie straszyć”. Nowe szczyty, a zwłaszcza potwierdzone korektami, to duża szansa na klasykę teorii DOW o tym, czym jest trend i kiedy się kończy. Długie szukanie potwierdzenia, jak również nasłuchiwanie opowieści o krachach, budżecie, kryzysach to zabawa dla amatorów. Jeżeli ktoś szuka pewności w sprzyjających warunkach, wraz dobrymi danymi i w zgodnej atmosferze, to znaczy, że źle wybrał, bo rynek kapitałowy to ostatnie miejsce na takie komfortowe uczucia. Z kolei ci, którzy wiedzą, o co się ta gra toczy, bez trudu zrozumieją, dlaczego na Wall Street zapanowała wiosna dosłownie i w przenośni.

1 Comment

Zostaw komentarz